środa, 26 lutego 2014

Musisz zadać sobie jedno zarąbiście ważne pytanie: Co chcesz w życiu robić? A potem zacznij to robić

Właśnie, co chcę w życiu robić? Pytanie które stawia sobie prawie każdy z nas. Prawdopodobnie zdążyliście już zauważyć, że odpowiedzieć jest cholernie trudno (zwłaszcza, że nie liczą się odpowiedzi typu" zarabiać dużo pieniędzy" czy też "nie narobić się a zarobić"). Chodzi o sformułowanie konkretnego planu działania: Zdobędę jakąś umiejętność, założę firmę i będę produkował to i to. Robić to co się lubi i jednocześnie zarabiać na tym pieniądze- wyidealizowana wersja celu jaki każdy powinien sobie postawić a następnie konsekwentnie dążyć do jego realizacji. Wszystko to w teorii brzmi bardzo prosto, należy jednak podkreślić to, że nie każdy z nas może zarabiać pieniądze grając w gry komputerowe lub nagrywać filmy o tym w co się dzisiaj ubierze. Oczywiścię nawiązuję tutaj do popularnego internetowego "zjawiska" jakim jest blogosfera i vlogosfera ale o tym później. Mam nadzieję, że moim pierwszym postem uda mi się zainteresować niezdecydowanych co do wyboru kierunku studiów tegorocznych maturzystów i nie tylko.

Kim ja jestem i jaki w chwili obecnej mam pomysł na życie.


                Jestem studentem pierwszego roku Uniwersytetu Ekonomicznego. Wielu z was pomyślało teraz, że pewnie studiuję jakieś zarządzanie i jestem przyszłym bezrobotnym z magistrem. Nie, nie studiuję zarządzania tylko dużo bardziej matematyczny kierunek i jednocześnie dużo mniej humanistyczny. Przykład tego kierunku podałem tylko dla tego, że słyszy się prawie wszędzie, że po mimo wielkiej popularności zarządzania jest to kierunek mało ambitny i produkujący falami bezrobotnych- ja osobiście tak nie uważam gdyż niewielkie znaczenie ma to jaki kierunek kończymy a o prawie wszystkim decyduje nasza chęć uczenia się , zdobywania doświadczenia tzn. ogólnej chęci rozwoju. Studiuję analitykę gospodarczą (sądząc po planie pierwszych dwóch lat studiów połączenie matematyki z komputerowymi pakietami matematycznymi) W moim przypadku wybór tego kierunku był tak jakby pierwszym etapem do osiągnięcia tego co zawsze w życiu chciałem robić. Mianowicie od paru ładnych lat wzbudzali we  mnie zainteresowanie  bardzo wysoko postawieni inwestorzy, ludzie którzy potrafią umieścić swoje pieniądze w odpowiednim czasie i w "odpowiednim miejscu" oraz przewidzieć kiedy najkorzystniej będzie im się z tego wycofać (wiem, wiem... bardzo mało zaawansowana definicja inwestora ale to jest prostu moje wyobrażenie w danej chwili.) Nie podam konkretnych nazwisk gdyż chodziło mi jedynie o sam fakt ich zysku a wrzucałem ich wszystkich do jednego worka "wpływowych inwestorów". To ile zarobią lub ile stracą zależy w dużej mierze od ich zdolności analizowania, przewidywania (analizy technicznej i fundamentalnej) i odrobiny szczęścia.  Tak właśnie widzę swoje idealne życie. Jestem na etapie bardzo powolnego oswajania się z tym co muszę zrobić by ten cel zrealizować i coraz bardziej uświadamiam się, że jest to trudniejsze niż myślałem. Napisałem "powolnego" bo obecnie jestem rozpraszany przez gry komputerowe, youtubowe filmiki i spotkania przy piwku ze znajomymi. Jest mi cholernie trudno się od tego oderwać, może dlatego, że tak bardzo lubię to robić ale opierdzielając się pieniędzy nie zarobię. Uznałem, że moim priorytetem jest skończenie studiów i uzyskanie "tytułu" analityka gospodarczego. Zacząłem pisać ten post podczas trwania mojej pierwszej zimowej sesji. Skłamałbym pisząc, że jest jakoś cholernie ciężko zaliczyć ten semestr. Owszem stresowałem się cholernie statystyki bo prawdę mówiąc zjebałem strasznie pierwszego kolosa. Miałem przez to chwilę zwątpienia bo to ten przedmiot jest dopiero wprowadzeniem do jak myślę głównych przedmiotów na moim kierunku: statystyki matematycznej i rachunku prawdopodobieństwa. Z innymi przedmiotami matematycznymi problemu myślę nie będzie. Dużo większym utrapieniem jest lenistwo niszczące moje ambitne plany. Zawsze wiedziałem, że jestem leniwy ale nie spodziewałem się, że aż tak bardzo. Bywa i tak, że gdy jestem głodny z lenistwa nie idę jeść bo nie chce mi się nic przygotowywać...A jeszcze gorszy jest fakt, że zdaję sobie z tego sprawę ale nie jestem w stanie temu zapobiec. Moją jedną z niewielu słabości jest sen. Mówi się, że śpiąc bardzo długo tracimy cenny czas ale ja jakoś nigdy nie żałowałem czasu spędzonego na sen. Mówi się sen jest dla słabych. Pierdolenie. c.d.n

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz